Windows ME - system "niewypał"


Wprowadzenie

Od pewnego czasu mam (a raczej miałem) okazję używać Windows Me, skądinąd reklamowany jako produkt skrojony na miarę potrzeb domowego użytkownika peceta. Po kilku miesiącach z tym systemem mogę powiedzieć jedno zdanie.
KICZ !!! CHAŁA !!! GNIOT !!! BADZIEWIE !!! Krótko mówiąc GÓWNO !!!
Nie wiem czym on jest, po co jest, ani dla kogo został przeznaczony. Uznałem przeto, iż moja tragiczna niewiedza przed zainstalowaniem tego śmiecia, zasługuje na to by się nią podzielić z szerszym kręgiem osób.

Historia i trochę przemyśleń

Gorzkie słowa zawarte we wstępie mogą sprawiać wrażenie, iż tekst ten będzie jednym ciągiem utyskiwań i żalów. Nic bardziej mylnego. Powód mojego zakłopotania, które pozwoliłem sobie wyrazić już na wstępie, wiąże się z rzeczą daleko bardziej subtelną, którą oczywiście w swoim czasie wyjaśnię. Na początek zaś proponuję dość standardowe przyjrzenie się nowościom w Windows Me. W końcu jest to produkt, a jako taki zasługuje choćby na wskazanie wszystkich cech różniących go od poprzedników.

Na początek dość oczywista konstatacja - Windows Me jest systemem, którego nie powinno być! Przecież Microsoft namiętnie zarzekał się, iż Windows 98 SE to ostatnia odsłona domowych okienek. Następcą zarówno linii 9x, jaki i NT miał być Windows 2000. I do pewnego momentu wydawało się, że wszystko pójdzie zgodnie z tym planem. Niestety, sytuację zaciemniła mnogość wydanych wersji Windows 2000 (dokładnie trzy). Firma dokonywała też zagadkowych roszad personalnych i organizacyjnych. Tworzono nowe działy (pięć), do których przesuwano ludzi pracujących wcześniej nad Windows 2000. Albo też je likwidowano, co rodziło plotki, że projekt domowych okienek został zarzucony. W pewnym momencie nikt już nie wiedział, czy "rozrywkowe" Windows powstaną jako mutacja linii 2000, czy też 9x. W końcu wybrano rozwiązanie kompromisowe. Windows Me nie jest do końca ani jednym, ani drugim. Na pewno jest to produkt pośredni, obliczony na przeczekanie i złapanie oddechu. Moim zdaniem Microsoft albo natrafił na problemy w integracji obu linii systemów (9x i NT), albo też uznał, że wobec zanurzenia rynku hardware w standardach "przeszłości" (dyskusyjne) nie można jeszcze tworzyć systemu nie wspierającego tradycyjnych technologii. A przynajmniej trzeba zaoferować platformę, która będzie alternatywą dla bezkompromisowej wizji Windows 2000, a ostatnio Windows XP. Z centrali w Redmond dochodzą sygnały tłumaczące przerzucenie "na później" projektu integracji dużymi wymaganiami sprzętowymi linii 2000. Microsoft twierdzi też, iż te przykre doświadczenia zaowocują jakością Windows XP, które będą w końcu pierwszym udanym przedstawicielem integracyjnych planów programistów z Redmond. Warto się przez chwilę zastanowić nad argumentem wymagań sprzętowych Windows 2000. Jest on dość fałszywy, gdyż używając NT/2000 trudno dostrzec jakiś dramatyczny skok wymagań w porównaniu do Windows 98 SE. Może z wyjątkiem pamięci operacyjnej. Ale też faktem jest, iż Windows NT i 2000 umieją znacznie wydajniej zarządzać RAM-em, niż seria 9x. Przy pracy w Windows NT i 2000 użytkownik nie spotka komunikatów o brakujących zasobach systemowych, co w Windows 9x zdarza się nawet wtedy, gdy mamy zainstalowane 256 MB pamięci! Dowodem na marną obsługę pamięci przez "okienka domowe" jest znana kwestia zintegrowanych z grafiką chipsetów (a raczej ich części - mostka południowego). Mianowicie, na przykład w układach firmy S3 zwracana dynamicznie nie używana przez grafikę pamięć RAM, nie mogła być prawidłowo obsłużona przez Windows 9x. Marnowała się więc bezużytecznie, aż do restartu komputera. Takie zarządzenie zasobami nie dość, że jest marnotrawstwem, to jest jeszcze absurdem.

Ja i Windows Me

Pecet jest komputerem opartym na architekturze x86, która umożliwia pracę w kilku trybach różniących się między innymi szerokością szyny adresowej i sposobem zarządzania zasobami systemu. Z tych trybów najwydajniejszy (i jednocześnie najbezpieczniejszy) jest 32-bitowy tryb chroniony. Wykorzystuje go z sukcesem większość systemów: NT/2000, Linux, Unix, BeOS. Ale kogoś tu brakuje... Oczywiście, z tego trybu nie korzystają Windows 9x. Te najbardziej znane systemy operacyjne świata używają dziwnej hybrydy trybu 16 i 32-bitowego. O czym boleśnie i codziennie przekonują się miliony osób. Wszystko to dla zachowania zgodności ze stareńkim DOS-em. Dziś jednak element zgodności jest już pozbawiony swojego pierwotnego znaczenia. Proszę na przykład powiedzieć, czy ktoś powszechnie używa programów DOS-owych? Są oczywiście wyjątki, na przykład bootmanagery czy programy zarządzające partycjami. Ale dla nich trudno poświęcać tak ważną (dla naszych nerwów) "rzecz", jak stabilność komputera. Dlatego cały świat komputerowy z utęsknieniem czekał na "domowe" Windows - w pełni 32-bitowe. Uprzedzę wszystkie pytania. Windows Me takim OS-em nie jest! Zacznijmy więc od początku.

Instalacja

Praktycznie brak jest różnic między Windows Me a 98 na tym polu. Poza malutkim wyjątkiem. Mój egzemplarz był nagrany na CD niebootowalnym. Musiałem więc użyć do instalacji dyskietki startowej. Więcej niespodzianek nie było. System bez problemów rozpoznawał urządzenia (imponująca kolekcja sterowników!) i instalował samodzielnie odpowiednie sterowniki.

Uruchomienie

Tu niespodzianka. Windows Me pomija w czasie startu tryb rzeczywisty. Niestety jest to zabieg tylko kosmetyczny. Windows Me dalej pracuje na zasadzie kompromisów między trybami 16 i 32-bitowym. Brak więc przy starcie podobnej do DOS-a linii komend nie oznacza trybu w pełni 32-bitowego. Twórcy ograniczyli się do ukrycia trybu rzeczywistego. Jakie są praktyczne tego konsekwencje? Jak pamiętamy - uruchamianie w trybie rzeczywistym, podobnym do DOS-a umożliwiało ładowanie plików CONFIG.SYS i AUTOEXEC.BAT. Dzięki temu istniała już na starcie możliwość ingerowania w konfigurację systemu. Microsoft postanowił zneutralizować użytkowników-majsterkowiczów i możliwość korzystania z plików konfiguracyjnych po prostu zlikwidował. Jeżeli ktoś jest uparty i doda do np. CONFIG.SYS (w Win Me zawsze pustego) jakąś linię, to plik zostanie przemianowany na CONFIG.BAK, a system odtworzy CONFIG.SYS w jego zerowej postaci.

Kolejny problem to uruchamianie niektórych programów DOS-owych. Po prostu czasem jest to niemożliwe. Dotyczy to zwłaszcza bootloaderów i menadżerów partycji. Ktoś rezolutny zapyta, dlaczego akurat takie oprogramowanie nie chce działać. Odpowiedź jest dość prosta. Oto Microsoft zdecydował, że linia MS-DOS Prompt (imituje linię poleceń DOS) nie będzie pozwalać uruchamianym programom na bezpośredni dostęp do zainstalowanego sprzętu. Taka jest cena nowej filozofii bezpieczeństwa kluczowych elementów systemu, o czym za chwilę. Bootloadery i menadżery partycji są właśnie oprogramowaniem "grzebiącym w sprzęcie", a do tego używającym trybu rzeczywistego (extendery) oraz sztucznego i niepełnego, 32-bitowego adresowania. Jednak nawet to połowiczne rozwiązanie ma swoją zaletę. System uruchamia się zauważalnie szybciej.

Ochrona plików systemowych

Zasadniczą cechą systemów Windows 9x była łatwość, z jaką użytkownicy i "niechlujnie" napisane aplikacje mogły zmieniać kluczowe pliki, miedzy innymi typu DLL (Dynamic Link Library). Konsekwencje nieautoryzowanych zmian w tychże były dość przykre. Odzyskanie właściwej ich postaci było (a właściwie jest) bardzo utrudnione i zazwyczaj polegało po prostu na ponownej instalacji systemu. Windows Me odchodzi na szczęście od tego chaotycznego sposobu zarządzania plikami systemowymi.

Wśród nowych elementów w nim zaszytych, jest mechanizm SFP (System Files Protection). Zasada działania SFP jest bardzo prosta, a do tego praktycznie przezroczysta dla użytkownika. Sprowadza się ona do przywracania zmienionych przez człowieka lub aplikację plików systemowych do ich pierwotnej postaci. Oczywiście działając w sposób sztywny taki mechanizm może być dużym utrudnieniem. Trudno wszakże zakładać, iż nigdy nie powstaną nowsze wersje plików kluczowych dla działania systemu. Dlatego twórcy przewidzieli sposób neutralizacji SFP. Jest on wyłączany w sytuacji, gdy plik wchodzący na miejsce tego chronionego jest nowszy, a do tego wyposażony w coś w rodzaju cyfrowego certyfikatu zgodności wydawanego przez Microsoft.

Jedną z cech SFP jest niemożność jego wyłączenia. Można za to prześledzić sposób jego funkcjonowania. W pliku sfplog.txt (znajduje się w katalogu \WINDOWS\SYSTEM\sfp) zapisywane są interwencje podejmowane przez SFP w razie próby podmiany plików systemowych. Z kolei w pliku sfpdb.sfp (katalog \WINDOWS\SYSTEM\sfp) znajdziemy listing plików podlegających ochronie. Co ciekawe, sam plik sfpdb.sfp nie jest chroniony przez SFP. Mimo to jego zmiana lub nawet skasowanie nie przyniesie żadnych negatywnych skutków. W razie zmian lub braku pliku system porównuje jego zawartość (lub jego brak) z sumą kontrolną zawartą w pliku SYSTEM.CAT. W razie "odchyleń od normy" plik podejrzany jest przenoszony do katalogu \WINDOWS\SYSTEM\sfp\archive, a na jego miejsce wraca prawidłowa wersja. Warto dodać, iż plik System.cat jest już zaszyfrowany i nie można go edytować żadnym programem. Z SFP łączy się też plik FILELIST.XML (\WINDOWS\SYSTEM\Restore), którego zawartość jest tożsama z sfpdb.sfp. Jest on wykorzystywany przez mechanizm przywracania systemu, któremu poświęcę kilka słów w dalszej części artykułu.

Rozmiar i wymagania sprzętowe

Po zainstalowaniu, Windows Me zajmują około 500 MB. Z rozmiarem zainstalowanego systemu wiąże się pewna ciekawostka. Mianowicie z tych 500 MB, 160 MB to katalog Install, w którym system przechowuje kompletną wersję instalacyjną. Dzięki temu nie jest już konieczne w procesie użytkowania sięganie po płytkę CD.

Kwestia wymagań sprzętowych jest tradycyjnie drażliwa. Microsoft deklaruje, iż do poprawnego funkcjonowania systemu wymagane są: procesor minimum 150 MHz, 32 MB pamięci RAM oraz 400-550 MB przestrzeni na dysku twardym. I taką opinię można włożyć między bajki. Z doświadczenia wynika, iż jeśli procesor, to przynajmniej 300 MHz, jeśli RAM, to 64 MB, a dysk twardy musi mieć co najmniej 2 GB wolnej przestrzeni. To, jeśli idzie o poprawność pracy. Aby osiągnąć poziom określany powszechnie jako "komfortowy", potrzebny będzie nam komputer z procesorem co najmniej 500 MHz, 128 MB RAM-u i, nie oszukujmy się, jak największy dysk twardy.

Windows Me jest systemem wyraźnie wolniejszym od swoich poprzedników. Widać, że wysiłki twórców poszły raczej w kierunku uczynienia produktu bezpieczniejszym (?) i wygodniejszym (?) - (Systemy Restore, SFP, SAA, "brak" DOS-a) niż wydajniejszym. Z moich obserwacji po wymianie spostrzeżeń z innymi (byłymi) użytkownikami wynika, iż Windows Me na komputerach Pentium III 1 GHz i Athlon 1 GHz działał wolniej, niż Windows 98 SE PL na komputerach Celeron 800 MHz (100 MHz FSB) oraz Duron 800 MHz. Należy przy tym zaznaczyć, iż wszystkie maszyny posiadały taką samą ilość pamięci operacyjnej (128 MB RAM 100 lub 133 MHz).

Bezbolesne przywracanie systemu

Ta kolejna nowość uchroni wielu użytkowników przed koniecznością reinstalacji systemu. Mechanizm Restore można uznać za drugą linię obrony w przypadku problemów z uruchomieniem systemu. Oczywiście, pierwszą linię stanowi SFP. Oba mechanizmy są ze sobą powiązane, co widać choćby na przykładzie podobieństwa omawianych wcześniej plików.

Dla sprawnego działania funkcji Restore warto się wyposażyć w dyskietkę startową (tworzymy ją w trakcie instalacji lub z poziomu apletu Panel Sterowania-Dodaj/Usuń programy). Dodatkowo, wymagane jest co najmniej 200 MB wolnej przestrzeni na dysku. Jeżeli wartość ta jest mniejsza, usługa przywracaniu systemu nie będzie aktywna. W przeciwieństwie do SFP, mechanizm Restore można w każdej chwili wyłączyć (czego nie polecam). Dokonuje się tego w aplecie:
Panel Sterowania > System > Wydajność > System plików > Rozwiązywanie problemów
W tym też miejscu można ustalić, ile miejsca używa Windows do obsługi systemu Restore. Domyślnie jest to 12% powierzchni dysku twardego. Przy dużym dysku jest to jednak za dużo. Proponuję ustawienie, na sztywno, wartości około 700 MB.
Samo funkcjonowanie Restore jest banalnie proste i polega na tworzeniu obrazu działającego systemu co pewien, ściśle określony czas. Na tak zapisywany "zrzut" systemu jest właśnie przeznaczane zadeklarowane miejsce na dysku twardym. Sam moment zapisu obrazu systemu jest określany jako punkt przywracania. W razie problemów można przywrócić stan systemu z dowolnego istniejącego punktu przywracania. Samych punktów jest tyle, na ile pozwala zadeklarowane miejsce na dysku twardym. Oczywiście, gdy miejsca jest już brak, punkty najstarsze są nadpisywane przez najmłodsze. Punkty są tworzone co dziesięć godzin pracy komputera i co dobę czasu rzeczywistego. System Restore dostępny jest w Start-Programy-Akcesoria-Narzędzia Systemowe albo Start-Uruchom-msconfig.

Pragnę przestrzec przed pochopnym używaniem Restore. Trzeba mieć świadomość niektórych skutków jego "działalności". Mechanizm przywracający bezlitośnie usuwa pliki uruchamialne typu COM i EXE, nie będące częścią systemu. Tak samo mało bezpieczne są aplikacje zainstalowane po dacie danego punktu przywracania. Po dokonaniu operacji przywracania, należy je ponownie zainstalować. Na szczęście, Windows Me oszczędza dane zapisane w powszechnie znanych formatach (DOC, 123, XLS) oraz pliki w formatach otwartych (HTM, XML, HTML, XHTML). Tym samym pliki o formatach mniej znanych mogą ulec skasowaniu. Aby tego uniknąć, wystarczy je przenieść (choćby czasowo) do folderu Moje Dokumenty, który dla Restore jest nietykalny.

Windows Me w sieci

Poprzednicy nowych Windows Me nie byli systemami oferującymi duże możliwości sieciowe. Kilka klientów, trochę usług, "kulawy" program do administrowania (wymagał zmian w rejestrze) i monitorowania. Dopiero w Windows 98 SE udostępniono usługę dzielenia połączenia internetowego i usprawniono mechanizm łączenia dwóch modemów w jednym komputerze. Windows Me wychodzi, niestety w niewielkim tylko zakresie, poza tak ustalone minimum sieciowe. Wszystkie zmiany w tej kwestii są zresztą wzorowane na Windows 2000. I tak, znacznie zmieniono sposób obsługi sieci TCP/IP. Niestety, dalej pozostał problem "konkurencji" protokołów w komputerach z Windows, klientem NetWare i modemem. Z rzeczy bardziej ciekawych dla domowego użytkownika można wymienić opcję Automatycznej aktualizacji. Pracuje ona dyskretnie i praktycznie wszystko robi za użytkownika (o ile wyrazi on zgodę na takie samorzutne działanie). System Automatycznej Aktualizacji (SAA) jest przydatny zwłaszcza w przypadku, gdy posiadamy stałe połączenie z Internetem. Będąc w tej komfortowej sytuacji możemy być pewni, iż wszelkie potrzebne uaktualnienia same w końcu "spłyną" na nasz dysk. Jest to bez wątpienia bardzo wygodne, biorąc pod uwagę trudności w nawigowaniu po stronach Microsoftu i czasem dużej niechęci użytkowników do mirrorów i serwerów FTP.

Z narzędzi stricte sieciowych zaimplementowano Kreator sieci domowych. Jest to mechanizm dość udany. Jego największą zaletą jest wygodny system udostępniania połączenia internetowego. Porównując go do tego znanego z Windows 98 SE trzeba przyznać, iż twórcy sieci osiedlowych otrzymali niezastąpione narzędzie zapewniające wielu komputerom dostęp do globalnej pajęczyny. Niebagatelną zaletą takiego rozwiązania jest też jego niski koszt. W końcu nie każdy musi chcieć wydać niemałe pieniądze na Wingate czy inny program tego typu.

Na pulpicie zaszła zmiana związana z zarządzaniem zasobami sieciowymi. Mianowicie znikła ikona reprezentująca Otoczenie sieciowe. Zamiast niej mamy Moje miejsca sieciowe, w którym zawarto Kreator sieci domowych (między innymi udostępnianie połączenia sieciowego), ikonę Dodaj miejsce sieciowe (udostępnianie zasobów) oraz ikonę Cała sieć (tam znajdziemy istniejące w sieci domeny i grupy robocze, zaś w nich listę stacji roboczych i serwerów). Obok tych trzech ikon dominującym elementem następcy Otoczenia sieciowego jest lista udostępnionych już przez inne komputery zasobów. Przypomnijmy, że w Windows 98 SE po otwarciu Otoczenia sieciowego wyświetlała się tylko lista komputerów obecnych w sieci.

Rozrywka

Do testowanego egzemplarza Windows Me dołączony był DirectX 7.1 (późniejsze wydania miały DirectX 8.0a), czyli obecnie najbardziej popularny API do tworzenia gier i ich obsługi. W samym DirectX jest kilka nowości. Chyba najciekawsza to DirectPlay Voice. W teorii zastosowanie tej funkcji polega na umożliwieniu komunikacji głosowej między graczami internetowymi. Zaś w praktyce nic z tego przez jakiś czas nie będzie, bo nie ma (jeszcze) gier umiejących z takiej możliwości korzystać. A i przepustowość Internetu narzuca swoje ograniczenia.

Nowością jest też istnienie w Windows Me nowej aplikacji rozrywkowej - Windows Movie Maker. Jest to dość rozbudowany program do tworzenia i obróbki filmów. Niewątpliwie do jego zalet należy prostota obsługi (co jest charakterystyczne dla Microsoft). Z kolei wadą są małe możliwości konfiguracyjne. Program obsługuje wiele urządzeń cyfrowego video. Dzięki niemu można korzystać z kamer DV (IEEE1394 i USB) i nagrywać obraz z tunera TV. Właściciele magnetowidów z pomocą Windows Movie Maker będą mogli zgrywać obraz z komputera na taśmę VHS.

Dla ułatwienia korzystania z nowych form rozrywki komputerowej w Windows wbudowano nowy Media Player. Poprzednie wersje programu były małe i bardzo użyteczne. Niestety, nowa przybrała postać monstrualnego "bajeru", graficznie nachalnego, straszliwie wolnego i często zawieszającego cały system. W założeniach miało być to centrum domowej rozrywki. I rzeczywiście, program ma dość duże możliwości (gdy się nie wiesza), prócz - uwaga - odtwarzania filmów DVD. Jak na centrum rozrywki jest to pewne niedopatrzenie.

Konstrukcja Playera jest wzorowana na Winampie. Mamy możliwość wizualizacji odtwarzanej muzyki i zmianę skórek (powłok) programu. Uruchomienie Media Playera znacznie obciąża system, więc polecam go tylko osobom posiadającym komputer z co najmniej 96 MB RAM-u. Windows Media Player ma też oczywiście zalety. Między innymi, pozwala na zarządzanie danymi multimedialnymi. I to nie tylko plikowymi, ale też strumieniowymi. Cieszy też możliwość słuchania internetowych stacji radiowych. To zresztą chyba najbardziej użyteczna cecha tego "potworka".

Hibernacja i skompresowane foldery

Dla ułatwienia nam życia, specjaliści z Redmond wymyślili mechanizm hibernacyjny. Jego włączenie sprowadza się do uaktywnienia odpowiedniej opcji - Hibernate - w menu Power Options. Cała operacja służy zachowaniu stanu używanego systemu i szybką jego aktywację w przypadku dłuższej przerwy w pracy. Ale uwaga - skorzystanie z tej opcji wymaga posiadania na partycji z zainstalowanym Windows ilości wolnego miejsca odpowiadającej połowie posiadanej pamięci operacyjnej. Miejsce to jest potrzebne na plik hibernate.sys, który przyjmuje zawsze wielkość połowy naszej pamięci operacyjnej. Przydatność Hibernate odczujemy w przypadku dłuższej przerwy pracy. Idąc, na przykład, do Pub-u (w celu ogólnie znanym :-) ) nie musimy się martwić o zapisanie stanu pracy i wyłączenie komputera. System zapisze stan wszystkich otwartych aplikacji i plików, a po naszym powrocie umożliwi powrót do stanu pulpitu (i pracy) sprzed przerwy.

Ostatnim już nowym elementem Windows Me są tzw. Skompresowane foldery, które są niczym innym jak wbudowanym w system trybem obsługi plików w formacie ZIP. Od chwili zainstalowania tego narzędzia (w czasie instalacji lub przez aplet Dodaj/Usuń programy-Instalator systemu Windows-Narzędzia systemowe-Szczegóły-Foldery skompresowane) mamy możliwość prostego zarządzenia archiwami. Aby takowe stworzyć, wystarczy skorzystać z menu kontekstowego pliku lub katalogu oraz wybrać odpowiednią opcję w zakładce Wyślij do. Aby zaś dodać pliki do już istniejącego archiwum wystarczy wykonywać czynności właściwe dla przenoszenia plików do normalnego katalogu.

Zakończenie

Z całości zaprezentowanego tekstu wynika, iż Windows Me to zbiór bardzo użytecznych nowości. Jest to, niestety, tylko część prawdy. Przyszedł bowiem czas na wyjaśnienie gorzkich słów, które padły zaraz na wstępie.

Wynikają one ze świadomości, że Windows Me jest systemem przejściowym oraz świadectwem wielu kompromisów, które czynią korzystanie z niego dość karkołomnym. Przejściowym dlatego, iż doświadczenia zebrane przy jego tworzeniu i eksploatacji służą pracom nad Windows XP. Ponadto, Windows Me jest ostatnim probierzem możliwości tworzenia systemów hybrydowych opartych na półśrodkach. Wynikiem tego jest może i większa stabilność, ale też brak możliwości korzystania ze starszego oprogramowania. Przy okazji okazało się jeszcze, iż Windows Me nie potrafią obsłużyć skryptów (np. logowania) Windows NT napisanych jako pliki wsadowe typu BAT i tych napisanych za pomocą języka skryptowego właściwego dla NT. Oczywiście udało mi się w końcu ominąć te problemy, ale nie jest to zajęcie, które można polecić komukolwiek. I może nie tyle ze względu na skalę trudności, ale raczej ze względu na czasochłonność.

Opisane problemy zdecydowanie wykluczają Windows Me jako system sieciowo-biurowy. I to nawet jako końcową stację roboczą służącą do użytkowania MS Office. Do tego dochodzi zauważalny spadek wydajności skutecznie niszczący przyjemność obcowania z procesorami powyżej jednego gigaherca. O wolniejszych nie wspominając.

Relatywnie niska wydajność (choć trzeba przyznać, iż Windows Me bardzo dobrze sprawuje się w 3D, zwłaszcza we współpracy z DirectX 8.0) może też wykluczać go z pola zainteresowań użytkownika domowego, do którego w końcu system ten jest kierowany. W jakiś sposób mankament wydajności może zrekompensować skuteczność Kreatora sieci domowych, SFP, Restore, SAA i Hibernate. Ale trzeba też powiedzieć, że użytkownicy lubiący eksperymenty będą zirytowani wszechobecnymi ograniczeniami i permanentnym prowadzeniem za rękę (świetny dla początkujących system pomocy).

Wszystko to powoduje, iż trudno właściwe powiedzieć, do kogo kierowany jest Windows Me. Próbując zadowolić wszystkich, jego twórcy nie zadowolili nikogo. Klasyczny błąd, który, miejmy nadzieję, nie zostanie powtórzony w przyszłości.

Microsoft ma teraz dwa wyjścia. Albo kontynuować konsekwentnie dwie linie systemów (czego raczej nie chcemy) z większością znanych wad serii Windows 9x, albo też odrzucić całkowicie takie relikty przeszłości jak tryb rzeczywisty, szesnastobitowość, brak porządnego trybu wywłaszczenia i wielozadaniowości. Wszyscy mamy nadzieję, że tym drugim rozwiązaniem panowie z Redmond uraczą nas już przy okazji premiery Windows XP. A na razie trzeba twardo powiedzieć, iż nie opłaca się instalować Windows Me. Jako typowy produkt przejściowy służy on eksperymentowaniu na cierpliwości naszej i naszych komputerów. A chyba nikt nie lubi być obiektem badań bez swojej zgody? (a nie jest wyrażeniem takiej zgody kupienie czegoś - zwłaszcza gdy się nie wie, czym tak naprawdę zakupiony produkt jest)

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko.
Do tej pory kolejne programy Microsoftu dość szybko i sprawnie wypierały z rynku swoje starsze wersje. W przypadku Windows Me daje się zauważyć tendencję odwrotną. Windows 98 SE jest wciąż bardzo popularny i oferowany (też preinstalowany) tak samo często (albo i częściej), jak Windows Me. Co więcej, znajomy sprzedawca opowiedział mi o sytuacji, kiedy to w sposób prawie desperacki namawiał pewną panią odpowiedzialną za inwestycje w pewnej firmie, aby zamówiła komputery z Windows 98 albo NT Workstation zamiast Me. Niestety, pani twardo się upierała, że jak inwestuje, to oznacza to, iż musi kupić rzecz najnowszą na rynku. Jakiś czas później tej samej pani ten sam sprzedawca radośnie proponował "downgrade" Windows Me do Windows 98 SE PL :-). A przecież rzecz najnowsza nie oznacza "najlepsza". Posiadanie takich klientów źle świadczy o Microsofcie, gdyż udowadnia, iż dzięki swojej polityce marketingowej wyrobił on złe nawyki wśród nabywców i programistów. To powoduje tylko, iż oczekiwania wobec Windows XP są wśród zaawansowanych użytkowników bardzo duże. I choćby nawet przyszło pozytywne zaskoczenie, to trudno jest pogodzić się z tak bezwstydnym eksperymentowaniem na klientach. Zwłaszcza jeśli jeszcze muszą oni za to płacić.

 



D.F.


Copyright © by MiniMax 1997/2007. All rights reserverd!